Home > Polecamy > Cezary Łazarewicz</br>Elegancki morderca
Nasz profil na instagramie
1 tys.

Cezary Łazarewicz
Elegancki morderca

opublikowano: 26 listopada 2019, przez: jl

Jeżeli zdarzy się Wam przejeżdżać gdzieś w okolicach Krakowa i osoba towarzysząca powie, że Tatry oświetlone słońcem wyglądają przepięknie, to proszę się mieć na baczności. To były ostatnie słowa, które usłyszała pierwsza zastrzelona przez Władysława Mazurkiewicza osoba. Wrażliwy był. Nie mógł strzelić w momencie, gdy ofiara patrzyła mu w oczy, musiał spowodować, żeby odwróciła głowę. Wyglądał jak amant filmowy. Zaczesane do góry kruczoczarne włosy, owalna twarz bez uśmiechu, zamyślona. Na wszystkich fotografiach jest w białej koszuli, krawacie i ciemnych marynarkach szytych na miarę. Władysław Mazurkiewicz to chyba pierwszy z niechlubnej kolekcji polskich seryjnych morderców. Udowodniono mu dokonania sześciu zabójstw. Pierwsze prawdopodobnie jeszcze w czasie wojny, ostatnie w 1955 roku; wszystkie z pobudek materialnych. To była największa afera kryminalna tamtych lat. Nic podobnego ani w przedwojennej, ani powojennej Polsce dotychczas się nie zdarzyło. Owszem byli przestępcy oskarżeni o wiele morderstw w sprawach okupacyjnych, ale nie o zabójstwa rabunkowe. Cykl reporterski o procesie Mazurkiewicza publikowany w „Expresie Wieczornym” bił rekordy popularności. Przed kioskami ustawiały się długie kolejki, by przeczytać kolejny odcinek krwawego dreszczowca. Sprawozdawcą sądowym był Lucjan Wolanowski, późniejsza sława dziennikarska. Artykuł o mordercy napisał również Marek Hłasko, a Jacek Wołowski powieść „Walther nr 45771”. W 2017 roku powstał film Krzysztofa Langa „Ach śpij kochanie”. Cezary Łazarewicz przypomina tamtą sprawę, sposób, w jaki ją relacjonowano i pisano o niej. Odtwarza realia PRL-u, czasy niedostatku, reglamentacji podstawowych towarów i prawnych zakazów, które w konsekwencji tworzyły „czarny rynek”. A na koniec ciekawostka regionalna. Władysław Mazurkiewicz w czerwcu 1945 roku regularnie przyjeżdżał na Ziemie Odzyskane. Bywał w Jeleniej Górze, Wałbrzychu, Wrocławiu. Wiadomo po co. Poniemieckie lampy, zegary, odbiorniki radiowe znajdowały chętnych nabywców w Krakowie.

Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (KH)

wszystko z kategorii: Polecamy <<   >>