Home > Zasoby > Recenzje literatury regionalnej > Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania…
Nasz profil na instagramie
1 tys.

Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc — Waniek Henryk

opublikowano: 2 października 2015, przez: admin

Waniek Henryk: Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc.

Canon Silesiae, Kotörz Mały 2015, ss. 242


Gwiazdy i czas

Autor: Romuald Witczak

Rzecz ma miejsce głównie w północnych Czechach po roku 1627, gdy Albrecht Walenstein stał się właścicielem księstwa żagańskiego, a przed 1630, gdy tytułowy bohater zmarł. Johannes Kepler, niemiecki matematyk, astronom i astrolog, niecnie wykorzystywany przez cesarza i innych wielmożów, postanawia przyjąć propozycję służby u wielkiego wodza wojny 30-letniej Albrechta von Wallensteina na jego dworze w Żaganiu, któremu się ostatnio nie wiedzie i chce skorzystać z usług astrologa. W tym celu peregrynuje w towarzystwie najbliższych sług z Pragi przez niespokojny, zrujnowany wojną, pełen bezprawia, wyludniony Śląsk. Gdzieś w Czechach trafił do jakiegoś zamku rateńskiego w Hradku, gdzie do zamkniętego obejścia z wieżą i ogrodem przyjął go drugi wielki oryginał tej opowieści – Hynko z Panwicz, badacz upływającego czasu, modlący się, by nie być bogatym – postać tym razem fikcyjna.

Bardzo wobec siebie początkowo nieufni panowie jakoś przypadli sobie do gustu i zainteresowali się własną twórczością. Wkrótce okazało się, że każdy z nich ma swojego anioła stróża, tutaj zwanego inspektorem. Anioł stróż Keplera, który nazywa się Rychter, wszedł nawet z Hynkiem w układ polegający na tym, że Hynko – przy pomocy znanej sobie czarodziejskiej sztuczki z lustrem w strumyku podczas pełni – umożliwia uczonemu w „miejscu zrozumienia” wstęp na księżyc. Doprowadzenie do tego wymaga licznych bardzo skomplikowanych zabiegów i starań, by zneutralizować wątpliwości Keplera. W rezultacie uczony jest z tej przygody bardzo zadowolony i usatysfakcjonowany. Rusza dalej do swojego nowego miejsca przeznaczenia w Żaganiu. Tam zięć ma założyć drukarnię, gdzie będzie produkował księgi, które napisze Kepler.

Tak w skrócie przedstawia się anegdota, na której autor zbudował całą książkę. Z noty na jej końcu dowiadujemy się, że pierwotnie miał to być scenariusz filmu. I czytelnik rzeczywiście widzi niezliczone barwne obrazy, które w miarę stron przesuwają się przed jego oczami z niezwykłą plastycznością. Od razu widać, że pisze to malarz.

Całość opowieści utrzymana jest w lekko kpiarskim tonie, postacie są grubo odrealnione, nadzwyczajne, sytuacje dalekie od codzienności, pełne cudów, często jako żywo przypominające senne widzenia. A oto przykład: bohater z trzaskiem zamyka księgę i w tym momencie rzeczywistość nieruchomieje; zastyga motyl w locie, dym wisi w powietrzu, kury przestają grzebać w piachu; gdy otwiera księgę, świat rusza dalej, jakby nigdy nic. Jest góra, pod którą wózek z pasażerami sam podjeżdża. Ze źródła w skale dobywa się czerwona woda, co Hynko wyjaśnia jako menstruację Ziemi-kobiety. Nawet anioły stróże mają swoje słabości, plotkują o swoich podopiecznych. Rybka, anioł stróż Hynka źle się wyraża o jego twórczości – mówi że to herezje. Niekiedy nie wytrzymują przywar swoich podopiecznych i nawet ich na pewien czas opuszczają.

Między tymi pozorami kryją się głębokie filozoficzne mądrości, wygłaszane jakoby mimochodem. Że człowiek wbrew wpływowi gwiazd ma wolną wolę. Otrzymanej wolności nie musi wykorzystywać od razu w całości, ale powinien zostawiać sobie trochę „na później”. Że formy prawne utrzymują go w ryzach jak postronek barana. Że proces twórczy bywa integralny, czasem niezależny od intencji autora – to anioł prowadzi jego rękę. „Pomiędzy nim a kartką zaszło coś tajemniczego” – powiada autor. Tekst skrzy się humorem i inteligencją autora, wręcz nie sposób tego powtórzyć. Trzeba czytać. Powoli i ze smakiem.

Charakterystyka czasu wojny 30-letniej jest niezwykle celna. Świetnie oddaje ducha wiecznej niepewności tamtego czasu, gdy dobrze czują się tylko zbiry spod ciemnej gwiazdy, a fatalnie ludzie prawi i posiadający jakiś (szczególnie materialny) dorobek własnego życia. Zawsze może zjawić się jakaś komisja, która powołując się na prawo zabierze niewinnego do więzienia, młodego wcieli do wojska, ładną dziewczynę do oficerskiego burdelu, a w najlepszym wypadku zarekwiruje bydło. W snach męczą bohaterów wizje lisowczyków i wszelkiego hultajstwa, które wciąż łupi bezbronnych ludzi.

wszystko z kategorii: Recenzje literatury regionalnej, Zasoby <<   >>