Home > Zasoby > Recenzje literatury regionalnej > Kogel-mogel, czyli dolnośląski…
Nasz profil na instagramie
1 tys.

Kogel-mogel, czyli dolnośląski galimatias historyczny — Lubicz–Woyciechowski Marek

opublikowano: 2 października 2015, przez: admin

Lubicz–Woyciechowski Marek: Kogel-mogel, czyli dolnośląski galimatias historyczny.

Ad Rem, Jelenia Góra 2014, ss. 480


Smaczny pasztet

Autor: Romuald Witczak

Autor czytając historyczne dokumenty ma oko na smaczne kawałki, na jakie tam się zawsze trafia. Zanotował 1400 takich ciekawostek. Dotyczą całej historycznej przestrzeni Śląska i są mocno wymieszane. Obok wiadomości z wieku XII znajdzie czytelnik informację z okresu II wojny światowej. Jedynie podzielono całość według bardzo ogólnych tematów: Sprawiedliwość, Turystyka, Wojsko, Armia Czerwona, Klęski żywiołowe, Komunikacja, Miasto, Naj, Obyczaje, Zdrowie, Pierwsze, Religia, Różności, Sport. Już z tej wyliczanki widać, że trafiały się sprawy, które trudno było przypisać, więc autor wymyślił dla nich „Naj”, „Pierwsze” i „Różności”.

Ale żeby nie pozostawać przy tak ogólnikowym określeniu zawartości tej książki, przytoczmy nieco z jej treści. I od razu poczujemy smak tego „kogla-mogla”. Oto dowiadujemy się, że w Świdnicy wydano zarządzenie zakazujące wylewania pomyj i mycia się przed domem na ulicy. Albo, że od XVI wieku obowiązywał zakaz hodowania w śródmieściach miast świń, bydła i kur. W XIV wieku główne ulice we Wrocławiu musiały mieć szerokość 2 prętów, czyli 9,4 m, podrzędne natomiast 1 pręt. Droga wiejska nie mogła być węższa jak długość włóczni, którą jeździec miał położoną w poprzek siodła. A droga boczna na wsi musiała pozwalać, by wóz i kobieta w chuście mogli się swobodnie minąć. W zamian za słynne prawo pierwszej nocy pan młody mógł sobie upolować w pańskim lesie jelenia i stąd poszło porzekadło o przyprawianiu rogów. Pręgierz był lekarstwem na wiele społecznych dolegliwości, takich jak nocne hałasy lub prostytucja. Ale już za homoseksualizm rwano cęgami, potem obu delikwentów ścinano. A procesy i egzekucje czarownic odbywały się na koszt ich rodzin. Między Wrocławiem a Norymbergą od XVI wieku kursował pocztylion. Latem pokonywał tę trasę w 5 dni, zimą w 6.

Prawdziwe horrendum przyniosła wojna 30-letnia. Słynny wódz Wallenstein wkraczając do miasta układał się z jego radą miejską o wysokość kontrybucji. W przypadku niepomyślnego wyniku negocjacji jego armia przystępowała do regularnego palenia i gwałcenia. Ale jakże dzięki tej religijnej wojnie wzrosła pobożność Ślązaków! Bogaty mieszczanin nie musiał osobiści udawać się na pielgrzymkę, tylko mógł do tego celu wynająć zastępcę. Hrabia Schaffgotsch na Śnieżce przepędzał diabła stawiając św. Wawrzyńcowi kaplicę, w odpowiedzi hrabia Harrach poświęcił źródła Łaby. A 20% browarów należało do duchownych, przeważnie klasztorów.

I tak dalej i tak dalej. 1400 takich dykteryjek! Nie sposób czytać to raz za razem. Ale można wyłączywszy reklamę w telewizji zaglądać do tej książki co jakiś czas. Nie sposób się znudzić.

Książka jest porządnie wydana, wydrukowana na kredowym papierze, z dużą ilością światła i ilustracji, twardo oprawiona. Doskonale się nadaje na prezent dla każdego, bo każdy znajdzie tu dla siebie coś uciesznego.

Na koniec kropelka dziegciu do tej beczki miodu. Szczęki wieloryba już nie znajdują się na plebanii w Mysłakowicach. Historyczne zostały wyeksponowane w Klubie „Radar”, natomiast naśladujące je, plastikowe, ale z wyglądu identyczne, stoją znowu nad stawem, jak kiedyś. Jeszcze parę takich kiksów znalazłoby się, ale one dobrego smaku całej książki zupełnie nie psują.

wszystko z kategorii: Recenzje literatury regionalnej, Zasoby <<   >>