Home > Polecamy > Elizabeth Strout</br>Mam na imię Lucy
Nasz profil na instagramie
1 tys.

Elizabeth Strout
Mam na imię Lucy

opublikowano: 14 listopada 2016, przez: jl

Czy można połączyć powściągliwość, subtelność z pulsującymi, nieraz skrajnymi emocjami? Taka sztuka udaje się tylko znakomitym pisarzom. Elizabeth Strout, laureatka Pulitzera, najnowszą książką udowadnia, że delikatność w kreśleniu skomplikowanych, trudnych i niejednoznacznych relacji międzyludzkich jest najskuteczniejszym kluczem, który w jej dłoniach sprawdza się doskonale.

Niespodziewany pobyt w szpitalu głównej bohaterki i równie nieoczekiwany przyjazd od lat niewidzianej matki stwarza okazję do intymnych, nigdy wcześniej nieprowadzonych rozmów. I choć wstydliwe i bolesne tajemnice nadal pozostaną nienazwane, to wypowiedziane słowa i przemilczane chwile zaczynają  nabierać głębokiego sensu, tworzyć historię niełatwego życia a przede wszystkim budować bardzo kruche, ale jednak podstawy do akceptacji przeszłości, wydarzeń, na które obie kobiety już nie mają wpływu. A trochę się tego w rodzinie Burtonów nazbierało: upokarzająca, stygmatyzująca bieda, środowiskowe odrzucenie, dramatyczne stosunki rodzinne, nie do końca wyjawione traumy. Ratunkiem dla Lucy staje się literatura –  dosłownie i w przenośni.

Skromna, wyciszona, ale też do perfekcji przemyślana i pisarsko zdyscyplinowana proza, gdzie każde słowo ma swoje uzasadnienie i nieprzypadkowe miejsce, podobnie jak następujące po sobie sceny, które  oświetlając poprzednie nabierają znaczenia właśnie w tej a nie innej sekwencji.

Niewiele jest książek, które po przeczytaniu ostatniej strony chciałoby się zacząć od początku, bo dopiero teraz dostrzegamy logiczny ciąg wydarzeń, trafność zaproponowanego układu czasowego, psychologiczne uzasadnienia zaskakujących wyborów bohaterki.

Ona nazywa się Lucy Barton. Jest pisarką. Te stwierdzenia są dla niej bardzo ważne. (KH)

wszystko z kategorii: Polecamy <<   >>